SCP-PL-410 (20 października 2054)
Specjalne Czynności Przechowawcze: Raz w tygodniu SCP-PL-XXX należy wykonywać analizę HRV (Heart Rate Variation, zmienność rytmu serca), laboratoryjne oznaczenie poziomu kortyzolu we krwi oraz kwestionariusz PSS-10 (Skala Odczuwanego Stresu). W przypadku, jeśli pomiary wykażą wysoki poziom psychologicznego stresu, członek zespołu projektowego musi zabrać SCP-PL-XXX na 1 dzień do miejsca w jak najmniejszym stopniu zmienionego przez działalność człowieka. Optymalne dla redukcji stresu podmiotu lokalizacje, to lasy, niepopularne turystycznie szczyty górskie i niepopularne turystycznie jeziora. Podczas wyjazdu rola członka personelu powinna być ograniczona do biernego nadzoru - nie należy próbować ani proponować obiektowi podjęcia wspólnych aktywności.
Opis: SCP-PL-410 jest 36-letnią kobietą pochodzenia niemieckiego. Wysokość jej wynosi 175 cm; waga na czas ostatniego pomiaru (25 kwietnia 2057) wynosiła 67 kg. Do cech charakterystycznych podmiotu zalicza się czarne włosy, brązowe oczy, nieregularne znamię o średnicy 3 cm występujące na tylnej stronie lewej łydki oraz głuchoniemota. SCP-PL-410 jest również ostatnią żyjącą ludzką kobietą.
Za anomalną właściwość SCP-PL-410 uznaje się niezbadany dotąd czynnik genetyczny, który sprawił, że jako jedyna ludzka kobieta przeżyła plagę Archeros z 2055-2056. Epidemia wirusa Archeros dotknęła wszystkie osoby posiadające dwie kopie chromosomu X, uśmiercając znaczną część ocalałej populacji ludzkiej po Wydarzeniu Algebra, jaką stanowiły kobiety. Departament Genetyki Fundacji wciąż prowadzi badania nad potencjalnym źródłem anomalii u SCP-PL-410, jednak proces ten jest utrudniony przez brak możliwości wykonania analizy rodowodu z powodu śmierci rodziców podmiotu w początkowych etapach katastrofy globalnej. Z tego powodu nie jest wiadome czy ten gen był wcześniej obecny w rodzinie podmiotu czy jest rezultatem niepoznanej dotąd mutacji.
WYDARZENIE ALGEBRA — historia i następstwa
Wydarzenie Algebra wśród ocalałej cywilizacji ludzkiej uważa się za skutek narastających między sobą napięć światowych mocarstw, jakie zaczęły się od lat 20-tych XXI wieku wraz ze wzrostem faszystowskich nastrojów politycznych w Europie, Azji i obu Amerykach oraz coraz to agresywniejszych działań wojennych dotykających poszczególne państwa. Punktem kulminacyjnym okazała się III wojna światowa, która wybuchła 14 lipca 2031 roku w wyniku inwazji Stanów Zjednoczonych Ameryki na hiszpańską bazę wojskową w Gibraltarze i przejęcia kontroli nad Cieśniną Gibraltarską do utworzenia nowego szlaku do Morza Śródziemnego. […]
[…] 30 lipca 2031 roku zakończono użycie broni atomowej w taktyce wzajemnego gwarantowanego zniszczenie wobec Rosji, China, Stanach Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Niemczech, doprowadzając do Wydarzenia Algebra, jakie zniszczyło 95% flory i fauny Ziemi oraz zabiło 97,6% ludzkości. W następstwach klęsk środowiskowych i rozwijających się chorób popromiennych, życia utraciła kolejna znacząca część ocalałych populacji. […]
[…] Fundacja SCP, jako siła prowadząca ostatnie pokolenia gatunku ludzkiego, będzie walczyć o każde życie i pokieruje go ku nowym świecie zbudowanym wspólną pracą.
~ Conrad Diefebach — Departament Historii i Archiwizacji
Dodatek PL-410.01: Sesja terapeutyczna 21.05.2056
SCP-PL-410 przez fakt bycia ostatnią żywą kobietą na Ziemi została przekazana pod opiekę Fundacji SCP i przebywa w Kolonii Zielonych Lasów na terenie Strefy 13. Jej poprzednim cywilnym opiekunem medycznym był Trofim Smirnow, który zajmował się nią od czasu śmierci jej rodziców w 2031 roku podczas Wydarzenia Algebra. Podmiot został przekazany pod nadzór Doktora Antonia Gómeza jako jej osobistego opiekuna w wyjazdach relaksacyjnych i prowadzącego jej terapie psychologiczne z powodu rozwiniętych w przeszłości traum.
TRANSKRYPCJA LOGU WIDEO PL-410-01
[POCZĄTEK LOGU]
Gómez siedzi przy swoim biurku w rogu pomieszczenia i pracuje przy swoim komputerze. Drzwi się otwierają i wchodzi SCP-PL-410 z pracownikiem medycznym trzymającym ją za ramię. Kobieta trzęsie się i jest na skraju płaczu. Spod ubrań widoczne są wystające elektrody samoprzylepne bezprzewodowe od kardiomonitora.
Gómez: O rany.
Pracownik medyczny: Miej na nią oko, bo próbuje elektrody odklejać. Pobraliśmy jej krew na badania, więc może być osłabiona i niemrawa. Kwestionariusza nie zdążyliśmy wypełnić. To zresztą twoja działka.
Gómez: Oczywiście. Coś jeszcze muszę wiedzieć?
Pracownik medyczny: Ta. Przeglądaj skrzynkę pocztową, bo tobie będą wysyłać wyniki i objaśnienia. Wiesz co masz robić, jeśli kortyzol będzie za duży.
Gómez: Wiem.
Pracownik medyczny: To z mojej strony tyle. Adieu.
Pracownik medyczny wychodzi z pomieszczenia, zostawiając dwójkę samych ze sobą. SCP-PL-410 dalej stoi w miejscu, na prawo znajduje się błękitna kanapa z dwiema puchowymi poduszkami.
Gómez: Możesz siąść i się rozgościć.
SCP-PL-410 dalej stoi. Trzęsącą się ręką wykonała gest zapytania.
Gómez: Ach, cholera, zapomniałem, że nie słyszysz. <migając> Proszę usiądź na kanapie.
SCP-PL-410 siada na wskazanym miejscu i przytula mocno jedną z poduszek. Od tego momentu obydwoje korzystają z języka migowego do komunikowania się ze sobą. Transkrypcja translacji została wykonana przez Doktora Gómeza.
Gómez: Witaj, SCP-PL-410. Nazywam się Antonio Gómez. Jestem psychologiem w Kolonii Zielonych Lasów i zostałem przypisany do bycia twoim opiekunem. Twoim zadaniem na teraz będzie wypełnienie kwestionariusza PSS-10 badającego twoje samopoczucie i odczuwany stres. Nie masz nic przeciwko temu?
SCP-PL-410 odkłada poduszkę na jej miejsce.
SCP-PL-410: Co się stało z Trofimem?
Gómez: Panu Smirnowi nic nie jest. Z racji na twój stan musiałaś zostać przekazana pod profesjonalną opiekę Fundacji SCP.
SCP-PL-410: Ale ja nie jestem chora.
Gómez: Niestety na zaistniałe okoliczności będziemy musieli monitorować twoje zdrowie. Zostałaś jedyną żywą kobietą na tym świecie. Czy możemy zaczynać?
SCP-PL-410 nie odpowiada.
Gómez: Odpowiedzi są w skali od jeden do pięć. Pytań jest dziesięć. Dam ci chwilę na wypełnienie.
Gómez podaje SCP-PL-410 podkładkę z przypiętym kwestionariuszem PSS-10 i czarny długopis. Kobieta przez chwilę patrzy na pytania i pociąga słyszalnie nosem.
Gómez: SCP-PL-410?
SCP-PL-410: Nawet nie spytałeś się mnie jak się nazywam. Wpisałeś "SCP-PL-410".
Gómez wygląda na zaaferowanego i przeszukuje pliki dokumentów w poszukiwaniu drugiej kopii kwestionariusza. Po znalezieniu podaje go SCP-PL-410.
Gómez: Nazywasz się Maria Brunnschild, tak? Najmocniej przepraszam, mam nadzieję, że nie dokładam się do twoich zmartwień.
SCP-PL-410 zakreśla długopisem odpowiedzi, wyglądając przy tym, jakby była na skraju płaczu. Gómez dosiada się do SCP-PL-410 i spogląda na wypełnione już pytania — kobieta zakreśliła odpowiedzi wskazujące na odczuwanie silnego stresu.
Gómez: <mówiąc> O Boże.
SCP-PL-410 wybucha płaczem, a łzy jej skapują na wypełniany kwestionariusz, rozmywając tusz tworzący litery pytania trzeciego. Gómez wstaje i chwyta ją za rękę.
Gómez: <mówiąc> Chyba od razu trzeba cię będzie zaprowadzić do parku.
Gómez szturcha ją w ramię, żeby zwrócić na siebie uwagę, po czym miga chęć pokazania jej parku w Kolonii. SCP-PL-410 niechętnie wstaje, ale wychodzi z Gómezem z pomieszczenia, kierując się w stronę garażu.
[KONIEC LOGU]
Wsiedliśmy do SUV-a i zawieźli nas do Parku Vermillon. To chroniony teren zielony — ostatnie siedlisko jakiegoś rodzimego gatunku dzięcioła. Zatrzymaliśmy się przed wejściem do parku, skąd strażnicy leśni wypytali nas o odpowiednie pozwolenie i przepustki. Tylko ja z Marią mieliśmy pozwalające nam na wejście na teren parku.
Chciałem ją jeszcze zapewnić, że wszystko się ułoży, ale… Po pierwsze, to byłoby ordynarne kłamstwo. Sama pewnie w to nie uwierzyłaby. A po drugie, procedury zakazują mi robienia czegokolwiek z nią. Mam tylko pilnować jej, żeby była cała i nic sobie nie zrobiła. Nie chcę mieć więcej problemów na głowie, niż już je mam.
Szliśmy wpierw przez gęsty las na wydeptanej ścieżce. Z tego co zrozumiałem przebiegał tędy ogólnodostępny szlak turystyczny. Od czasu Algebry wszystko jest wyizolowane i zamknięte w kopułach, żeby nie narażać na większe skażenie promieniowaniem środowiska. Czuję się jak w jednym z tych terrariów, gdzie trzyma się węże albo jakieś pająki. Na szczęście nikt nas nie podgląda od góry i nie analizuje każdego naszego ruchu czy zachowania. Nikogo na zewnątrz nie ma. Jak to się mogło stać?
Powinienem też notować zachowania Marii niż tylko użalać się nad starym światem. Nic do mnie nie mówiła przez pierwszą część naszego "spaceru". Była cały czas spięta. Ręce wzdłuż tułowia; chód ciężkimi, prawie tupiącymi krokami. Ciągnęła nosem i sporadycznie pojękiwała w próbie ponownego zapłakania się, ale chyba już nie miała na to sił. Nie dziwię jej się, pewnie też bym się załamał wraz z otaczającym mnie światem. Wpierw świat i rodzina, potem pojawia się ta nieznana dotąd choroba dziesiątkująca ocalałe kobiety. Została sama z mężczyznami na tym świecie. Chyba nie chciała na mnie patrzeć przez to, że jej to powiedziałem.
Wyszliśmy na jedną z tych polan, jakie powstały przez podmuchy eksplozji mniejszych bomb, jakie wtedy pospadały na Europę za czasów III Wojny Światowej. Czuję się staro jak o tym myślę. Widok rzędów pniaków z rosnącymi pomiędzy nimi sadzonkami świerków, a w tle widoczny półprzeźroczysty firmament.
Siedliśmy na drewnianych belach, jakich nie wywiózł jeszcze zespół leśniczy. Nie płakała już. Zajęła się pleceniem warkocza z zerwanej trawy, która akurat postanowiła wyrosnąć obok niej. A ja przyglądałem się temu z zafascynowaniem. Gdzieś w oddali coś przedzierało się przez chaszcze i krzaki, zaciekawione zapachem urwanej trawy. To była sarna, którą tylko ja z naszej dwójki usłyszałem. Maria nadal była skupiona na wydłużaniu pasma, wiążąc supełkami kolejne źdźbła ze sobą.
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy z sarną. Jej żebra były dobrze widoczne i tylko to udało mi się zauważyć, po pognaniu dalej w poszukiwaniu trawy i spokoju. Mimo jej niewinnego wyglądu wzbudzała we mnie poczucie winy. Nie powinno nas tu być, a ta sarna powinna być w stadzie i kosić całe połacie zieleni przebijającego się przez runo leśne. Czułem się tak obco tutaj. Zniszczyliśmy ten świat nienawiścią do siebie. Potrafiliśmy znaleźć najdrobniejszą rzecz, za którą leciały głowy i miasta upadały. Ziemia nie zasłużyła sobie na obecność takich szkodników jak my. Zasługuje na te sarny i dzięcioły i jeszcze inne dzikie życie, jakie kroczyło przed nami i zaznaczało swoją obecność.
Maria będzie moim — naszym — testem jak potrafimy obchodzić się z drugim człowiekiem. Nie pozwolę jej skrzywdzić i sam nie pozwolę na to, żebym ja ją skrzywdził. Chyba się uspokoiła, bo zamigała mi, że chce wracać.
Jest delikatna i niech taka pozostanie. W świecie tej ostrości, ona będzie nas wszystkich nauczać. Ale wpierw pokażmy jej, że może nam zaufać. Nam, mężczyznom, którzy zniszczyli ten świat.
Dodatek PL-410.02: Dziennik opiekuna
Biadolenie opiekuna o tym, do czego my doprowadziliśmy w tej katastrofie ekologicznej i są praktycznie ostatnim pokoleniem człowieka. Niech opisze tutaj kolonię jako strefę zieloną i pełną spokoju.






